Chleb i Sól

I „nadejszla” ta wiekopomna chwila – Pierwszy Wpis! Wiem, że nie powinnam rozpoczynać zdania od „i”, ale przyznajcie sami, że pasuje idealnie;-). Moim głównym założeniem przy tworzeniu tekstów jest to, abyście oderwali się choć trochę od codzienności, poczytali coś niezobowiązującego i podpatrzyli efekty pracy malowanej pracowni. Będzie mi również bardzo miło, jeśli zdecydujecie się skosztować „małego co nieco”. Jeśli dotrwaliście do tego momentu, to znaczy że osiągnęłam pierwszy sukces – nie zanudziłam Was 😉

Gdybym teraz napisała, że długo zastanawiałam się nad tym, czego ma dotyczyć powitalny post – skłamałabym. Tak naprawdę w chwili, kiedy pan Mąż „rzucił hasło”: może stworzymy bloga i zaczniesz pisać? (tak, tak, to pomysł Męża i w razie reklamacji za nudę – to do niego ; -)) doskonale wiedziałam, że musi on dotyczyć chleba i soli. To właśnie tym chce Was powitać. W moim rodzinnym domu, a pochodzę z Rzymu ;-), mama przez bardzo długi okres piekła prawdziwy chleb. Pisząc „prawdziwy”, mam na myśli chleb na zakwasie, z liściem chrzanu i wypiekany w piecu chlebowym. Zapewne teraz część z Was pomyśli: Czy ona w skansenie mieszkała :-)? Rozwieje Wasze wątpliwości :-). Otóż, wychowywałam się w jednorodzinnym domu, natomiast piec chlebowy został „postawiony” w pomieszczeniu gospodarczym, przez brata mojej babci. Pamiętam,  że wujek wylepiał go gliną i to jest właśnie sekret pieca. Jeśli będziecie mieli okazję zobaczyć taki piec i spróbować wypieku z niego, z całego serca Was zachęcam do tego – warto! Każdy chleb, który piekła mama, miał pod spodem liść chrzanu, który niesamowicie aromatyzował wypiek i zostawiał piękny kształt liścia. Zapytacie, czy moja mama nadal piecze chleb? Moi drodzy, czego moja mama nie robi :-), ale o tym może w innym poście dotyczącym na przykład „smakołyków z Rzymu”, co wy na to? Wracając do samego chleba, od paru tygodni dla mojej rodzinki piekę chlebki. Co prawda nie smakują tak jak u mamy (czekamy na to, kiedy będzie można bezpiecznie wybrać się w podróż po chrzanowe liście), ale pan Mąż zadecydował, że innego pieczywa już nie kupuje:-). Mój pierwszy wypiek był tak smaczny, że musieliśmy przeprowadzić uroczyste otwarcie słoika domowych powideł śliwkowych – (uwaga!) o godzinie 23:00. Muszę jednak przyznać, że było warto – ciepły chlebek, masełko i powidła lub chlebek, masełko i odrobina soli – sztosik :-). W internecie jest mnóstwo przepisów dotyczących wypieków chleba, od tych najprostszych po bardzo skomplikowane. Zachęcam Was do wypróbowania swoich sił, a efekt z pewnością Was zaskoczy. Tymczasem wrzucam kilka zdjęć moich chlebów i nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam smacznego pieczywa :-*.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *